CroatianEnglishGermanPolishRussian

Wakacje w Chorwacji 2014 – relacja Gosi z Opatówka

Wakacje w Chorwacji 2014 – relacja Gosi z Opatówka

Jest nam niezmiernie miło zaprezentować relację z tegorocznego pobytu w Chorwacji, którą nadesłała nam Gosia. Jest to już druga taka relacja na naszym blogu. Pierwszą osobą, która pochwaliła się swoim wyjazdem na Karnawał w Rijece 2014 była Paulina. Serdecznie dziękujemy i zachęcamy Was wszystkich do wykorzystywania powierzchni bloga do prezentowania Waszych opisów z pobytu w Chorwacji. Gosia poprosiła nas o lekkie korekty w tekście. Uczyniliśmy ich niewiele, nie chcąc zbytnio ingerować w treść. Zapraszamy do lektury.

Cześć,
No cóż…chyba muszę Wam napisać, że żałuję swojego wyjazdu do Chorwacji. Gdybym tam nie pojechała, nie zobaczyłabym na własne oczy jak jest tam pięknie, wspaniale, cudownie. Teraz siedzę w pracy (którą bardzo lubię) i umieram z tęsknoty za tym krajem.

A na serio! Dziś mogę tylko dziękować każdemu, kto namawiał mnie na ten wyjazd. Udało nam się zrealizować większość z zaplanowanej trasy zwiedzania i już planujemy następną na przyszły rok.
Z Opatówka k. Kalisza wystartowaliśmy ok 4.30 nad ranem, a do celu, czyli do okolic Plitwickich Jezior dotarliśmy ok.18.00 i zaczęliśmy szukać kwatery.
Do tej pory nasza eskapada przebiegała zgodnie z planem i dawała nam dużo radości. To co nam się nie spodobało to fakt, że Polacy doliczają sobie prowizje do winiet. Tuż przed granicą z Czechami kupiliśmy winietę za 90 zł, czyli o 10 zł droższą. Owszem mogliśmy kupić ją dopiero w Czechach, ale obawialiśmy się, że coś przegapimy i będzie mandacik. Dodam, że w Czechach kupiliśmy winiety na Austrię i Słowenię bez żadnych dodatkowych opłat.

Jeziora Plitwickie

Jeziora Plitwickie

Jechaliśmy „w ciemno”, ale zabraliśmy namiot więc naszego spokoju nie mąciły żadne obawy o brak noclegu. Gdybyśmy nic nie znaleźli, w pobliżu Plitwickich Jezior był bardzo fajny Camping Korana i tam mogliśmy sobie z przyjemnością biwakować. Kwatera znalazła się jednak prędziutko – w trzecim domu, po ok. 15 min szukania w miejscowości Rakovica. Umówiliśmy się z Gospodynią na 2 noclegi po 45 euro za każdy – a nas jest „CZWÓRKA”. Sądziliśmy, że pani zaprowadzi nas do pokoiku z łazienką i ewentualnie aneksem kuchennym, a okazało się, że wynajęliśmy całą górę domu z oddzielnym wejściem tj. 3 pokoje, 2 łazienki, kuchnię i umeblowany taras. Na dzień dobry zostaliśmy poczęstowani domową rakiją a na odjazd dostaliśmy pyszne domowe wino.

Każdemu kto planuje odwiedzić Jeziora Plitwickie, chętnie udostępnimy namiary. Dom znajduje się w pięknej okolicy w odległości ok. 16 km. od wejścia nr.2, i pomieści 6-8 osób.
Wiedziałam, że Chorwaci są gościnni i kontaktowi, że mają zwyczaj częstowania gości domowymi specjałami, więc ja też postanowiłam „coś” ze sobą zabrać. Oczywiście były to słodycze z działającej w Opatówku „Kaliszanki”, na których jest napisane „MADE IN OPATÓWEK” i wydana w 4 językach kolorowa publikacja o regionie, w którym mieszkamy. Miałam dwa takie zestawy. Drugi zestaw, podarowany naszej kolejnej Gospodinie, również wywołał serdeczny zachwyt.

Opuszczając Rakovicę zdecydowaliśmy, że dalej na południe pojedziemy nie autostradą tylko drogami lokalnymi. Zależało nam aby jak najwięcej zobaczyć, a drogi lokalne w Chorwacji to po prostu raj dla kierowców. Jechało się równiutko jak po stole a widoki zapierały dech w piersiach. Niestety nie zabrakło też smutnych widoków. W okolicach Kninu widzieliśmy mnóstwo opustoszałych, ostrzelanych, popalonych domów, które żywo przypominają o zakończonej 19 lat temu wojnie domowej. Dalej karmiliśmy oczy i duszę pięknymi plantacjami winogron i oliwek. Przed ślicznymi, okwieconymi domkami przesiadywali ich mieszkańcy, chętni do rozmów. Nasza córka szalała z zachwytu jak zobaczyła idące poboczem drogi osiołki objuczone pakunkami, prowadzone przez kilkunastoletniego chłopca. (W Polsce osiołek raczej w ZOO). Takie widoki i przeżycia są bezcenne.
Mimo wczesnej pory na wjeździe do Omiša stanęliśmy na ok. 40 min w korku. Nie bardzo nas to martwiło, dlatego że nasza fura ma klimatyzację, no i było na co popatrzeć.

Widok na Omiš z twierdzy Mirabella

Widok na Omiš z twierdzy Mirabella

Kierując się wyczytanymi na forach opiniami o wyjazdach „w ciemno” wyglądaliśmy gdzie ci Chorwaci z tabliczkami „APARTMANI”. Niestety mało ich było. A ci którzy stali – albo chcieli jakieś kosmiczne kwoty za pokoje albo mieli je „za górami za lasami”. Dojechaliśmy aż do Makarskiej i mogliśmy wynająć fajny apartament, ale za 80 euro – za dużo. Postanowiliśmy wrócić do Omiša na Kemping Lisičina, a za 3 dni po 15 sierpnia poszukać znów.

Jadąc z powrotem na Omiš wyjęłam swój niezawodny notes i zaczęłam dzwonić do kwater, które wynotowałam sobie z Internetu i tak na 9 noclegów trafiliśmy do Ruskamen. Nie mieliśmy już takich luksusów jak w Rakovicy, ale też było super i to za 40 euro za nocleg. Mieliśmy blisko do plaży i super taras z którego rozpościerał się widok na Adriatyk i wyspę Brač.

Plaża w Ruskamen

Plaża w Ruskamen

O szczegółach naszego pobytu w Chorwacji pisać już nie będę bo Was zanudzę, już mi się zrobił elaborat, ale wspomnę o fajnej wyprawie na Brač. Wycieczkę kupiliśmy w Omišu na nadbrzeżu, na wprost siedziby straży pożarnej. Osoba dorosła 180 kun, dziecko do 12 roku połowa. Stateczek Omišanin i cała wycieczka obsługiwana przez fajną rodzinę. Zaraz po wejściu na pokład polała się rakija i soki dla dzieci. Potem na wyspie w miejscowości Pučišća (którą miałam wielką ochotę pozwiedzać) zabrano nas do autokaru i przewieziono na drugą stronę na plaże Zlatni Rat gdzie mieliśmy 3,5 godziny do dyspozycji. Sama podróż autokarem należała do atrakcji – widoki i sama droga, te serpentyny – oj! Powrót również autokarem, do stateczka gdzie czekał na nas pyszny obiad, na który składała się grillowana makrela, surówka, pieczywo i wielka butla pysznego wina, a dla nieletnich soki i woda. Każdy kto chciał mógł otrzymać dokładkę, nakarmiliby nawet największego żarłoka, potem był arbuz, kawa i ciasteczka do oporu. Wiedzieliśmy, że będzie poczęstunek, ale żadne z nas nie spodziewało się, że będzie w takich ilościach. Taka mała ciekawostka – rejs rozpoczynał się w Omišu, ale można było wsiąść na pokład także w Ruskamen o czym dowiedzieliśmy się rano ok. pół godziny przed rejsem. Ja z dzieciakami zostałam więc na statku, a mąż pojechał odstawić auto pod dom, żeby nie płacić dodatkowo za parking. A nóż coś się przedłuży i nie dotrzemy na czas… Więc mojego ślubnego zgarnęli w Ruskamen z nadbrzeża a po rejsie zapakowano nas w Omišu do auta i odwieziono pod sam dom – full servis! Wycieczka bardzo fajna, polecam. Świetni gospodarze, super atmosfera, ale mogłaby trwać ciut dłużej i zawierać zwiedzanie choćby jednego miasteczka na wyspie.

Statek Omišanin

Statek Omišanin

Plaża Zlatni Rat w Bol

Plaża Zlatni Rat w Bol

Oczywiście sami zwiedziliśmy Trogir, Split, kilka dni eksplorowaliśmy Omiš i jego atrakcje. Pojechaliśmy także na cały dzień do Dubrownika. Mieliśmy zakusy na Konavoske Stijene, ale tego dnia było wyjątkowo gorąco więc nie chcieliśmy zbytnio forsować naszej córeczki. Poza tym bardzo chciałam w drodze powrotnej zatrzymać się na dłużej w dorzeczu Neretwy. Zależało mi także na zrobieniu zakupów u miejscowych, którzy sprzedawali swoje domowe wyroby na przydrożnych straganach.

Stragany przy drodze do Dubrownika

Stragany przy drodze do Dubrownika

Istotnie, Chorwacja to raj dla turystów, wcale nie taki drogi jak niektórzy opowiadali. Mieliśmy trochę swojego prowiantu, głównie wodę mineralną i piwo (oboje z mężem jesteśmy piwoszami). Rzecz w tym, że przy takich temperaturach to nawet nie specjalnie chce się jeść. Nasze obiady składały się głównie z owoców zagryzanych szyneczką Pršut, popijane sokami. Znakomitym obiadem był gorący burek z mięskiem, byliśmy też na pizzy jumbo i na zestawie składającym się z owoców morza.

Sklep z szynką

Sklep z szynką

I tak minął nam pobyt w raju. Wszystko nam się podobało. Sami Chorwaci są fantastyczni, nie wyczuwa się w nich chciwości i takiego nastawienia tylko na zarabianie kasy, jak u naszych rodaków, szczególnie u Górali. Nasza córka ma 8 lat i w większości miejsc gdzie trzeba było płacić za wejściówki nie liczono jej w ogóle.

Jeśli wszystko ułoży się po naszej myśli w przyszłym roku znów jedziemy. Wówczas chcielibyśmy zatrzymać się na 2-3 noclegi na Istrii (Pula i Rovinj) a potem pojechać jeszcze kawał za Makarską, żeby mieć lepszą bazę wypadową na Mostar, Medugorje, a może nawet Kotor – kto wie.

Dziś jedno wiem na pewno – dzięki Wam wiele sytuacji, z którymi przyszło nam się zmierzyć nie było tak stresujących. Posiłkując się waszym blogiem komponowaliśmy sobie plany wycieczek czy zwiedzania, szukaliśmy piekarni gdzie sprzedają gorący burek czy rejsów wycieczkowych na nadbrzeżu w Omišu. Dzięki!

To by było na tyle, choć mogłabym pisać i pisać. Cały czas jestem pod wrażeniem minionych wakacji. Teraz namawiam znajomych sceptyków aby porzucili plany wyjazdu kolejny raz nad Bałtyk (też pięknie, ale bez kąpieli) i wybrali się do Chorwacji. Dla nas ten wyjazd był droższy od krajowych wczasów jedynie o koszty podróży, a to w skali atrakcyjności wypadu wcale nie tak dużo.

 

Pozdrawiam serdecznie i życzę miliona atrakcyjnych podróży
Gosia z Opatówka


Wystaw nam ocenę!
TragediaSłaboMoże byćDobrzeSuper (1 głosów, średnia: 5,00 z 5)
Loading...

Jeden komentarz

  1. Patrycja Panasewicz
    Lip 11, 2015 @ 14:55:51

    Witam, chciałabym się dowiedzieć o bardziej szczegółowy kontakt do kwatery w miejscowości Rakovica, która jest opisywana w relacji Gosi z Opatówka :)
    Pozdrawiam

    Reply

Skomentuj ten wpis

Więcej w Relacje z Chorwacji CroManiaków
Karnawał w Rijece
Karnawał w Rijece 2014 w obiektywie Pauliny

Nasza czytelniczka Paulina Sprynca obiecała, że podzieli się z nami swoimi wrażeniami z tegorocznego karnawału w Rijece, jednego z największych...

Zamknij