10 lat chorwackiej przygody

Mija 10 lat od naszego pierwszego wyjazdu do Chorwacji. Dokładnie 4 lipca 2011 roku rozpoczęła się nasza wielka chorwacka przygoda. Zmierzając pierwszy raz w kierunku Adriatyku, nie sądziliśmy, że przerodzi się to w coś więcej. A jednak… Już po tygodniu pobytu w Chorwacji, byliśmy pewni, że to nie jest nasza ostatnia wizyta. Pierwszy wyjazd do Chorwacji pamięta się najlepiej. To były cudowne dwa tygodnie, z których nie żałujemy ani chwili!

Podróż w nieznane

Nie chodzi o samą Chorwację. My zupełnie nie wiedzieliśmy gdzie się zatrzymamy na miejscu, totalny spontan. Postawiliśmy sobie tylko jeden warunek – Dalmacja. Nasłuchaliśmy się Wojtka siostry o czystym Adriatyku, wychodzących z niego szczytach Biokovo, cykadach itd.

Namiot do bagażnika i w drogę, a ta, od 10 lat wciąż ta sama: przejście graniczne w Barwinku, Koszyce, Budapeszt, Zagrzeb.

Droga, nie zawsze idealna

Mija 10 lat, a dla nas, wciąż najbardziej męczącym odcinkiem jest Polska. Jak nie TIRy, to wahadła i ciągłe prace. Nie najlepiej wypada również część Słowacji i Węgier – odcinek od granicy do początku autostrady w Miszkolcu. Co prawda, dwupasmówka coraz żwawiej wcina się w węgierski ląd, od słowackiej strony, nie mniej jednak, nadal bywają tam „straszne” odcinki.

To co jest dla nas ogromnym plusem to fakt, że trasę tą znamy już tak dobrze, że wiemy czego i kogo spodziewać się za zakrętem, a to w długiej trasie mocno obniża poziom zmęczenia psychicznego.

Deszczowe powitanie

Zapewne nie raz słyszeliście legendy o wiecznym słońcu nad Adriatykiem i gwarancji pewnej pogody. My też słyszeliśmy te legendy. Od połowy Węgier, aż po samą Riwierę Makarską lało jak z cebra, z krótkimi przerwami na jeden słoneczny promyk nadziei.

REKLAMA

Tamtej wyprawy, deszczowa aura odebrała efekt WOW. Owszem, było zauroczenie, i to potężne. Dzisiaj już wiemy, że byłoby o wiele piękniej gdybyśmy widzieli ten lazur Adriatyku czy otulone białymi chmurkami szczyty Biokovo. Było minęło!

Klimatyzacja w aucie? A co to takiego?

Cała podróż odbywała się w temperaturach, które nie zachęcały do odpalania świeżo naprawionej klimatyzacji. Nie było więc potrzeby korzystania z niej. Dopiero następnego dnia, wracając z plaży, spragnieni chłodu, wsiedliśmy do niemiłosiernie nagrzanego samochodu, okazało się, że …klima jest pusta… No cóż. Jakby to powiedziała Kryśka „czasami tak bywa”.

Z perspektywy czasu śmiejemy się z tego, doceniamy, że teraz możemy lekko ostudzić nasze ciała. Z drugiej strony, mieliśmy „przyjemność” doznać tego co przeżywali nasi rodzice czy dziadkowie (Agi), którzy wybrali się Maluchem do Grecji.

Wspaniali ludzie

To nie bajka. Od pierwszego wyjazdu, do dnia dzisiejszego, niemal 100% poznanych przez nas Chorwatów to bardzo dobrzy ludzie, którym zależy na dawaniu z siebie jak najwięcej by zakochać się w Chorwacji jeszcze bardziej. Od właściciela kempingu, poprzez mechanika samochodowego, kelnera wskazującego nam ciekawe lokalizacje, do przewodnika turystycznego. Mamy szczęście.

Ale Chorwacja to nie tylko Chorwaci. Przez 10 lat poznaliśmy bardzo wielu rodaków, mieszkających na miejscu. Nie będziemy się teraz o nich rozpisywać bo to nie czas i miejsce. Kilkoro najważniejszych poznacie z tego wpisu.

REKLAMA

Na kempingu poznaliśmy wspaniałą rodzinę (chyba) z Poznania, która wskazała nam wiele ciekawych miejsc w okolicy Omiša. W kolejnych latach, spotykaliśmy się z nimi jeszcze kilka razy. Wspaniali ludzie, wiemy, że są nadal z nami.

Hajduk živi vječno

Bywalcom Dalmacji nie trzeba tłumaczyć, jaką rolę w życiu miejscowych pełni klub piłkarski Hajduk Split oraz grupa kibiców Torcida Split. To co wyryło się w mojej pamięci z pierwszej wizyty w Dalmacji to wszechobecnie grafitti i wielkie murale Hajduka i Torcidy.

Myślę, że nie skłamię stawiając tezę, że to właśnie te murale, ta cała otoczka, sprawiają, że Polacy tak chętnie wracają do kraju z koszulkami czy pamiątkami Hajduka.

Hajduk Split

Wzornik Omiš

Odbijając się od jednej miejscowości do drugiej, w końcu trafiliśmy do Omiša, którego chcieliśmy omijać szerokim łukiem. Kiedy już w końcu odnaleźliśmy w nim nocleg, na kempingu Lisičina, udaliśmy się na upragniony „spacer po chorwackiej ziemi”. Omiš – miasteczko z taką samą liczbą zwolenników co przeciwników. Jedni go kochają, inni nienawidzą.

My, mając z tyłu głowy wszystkie jego minusy, nadal zaliczamy się do zwolenników Omiša. Do dnia dzisiejszego, w naszej podświadomości, Omiš jest swego rodzaju wzorcem z którym porównujemy odwiedzane przez nas miejsca.

Trogir i Split historycznie

Pierwszy kontakt ze starymi miastami w Trogirze i w Splicie (właściwie to z pozostałościami po pałacu Cesarza Dioklecjana) był dla nas niezwykle ważny. To właśnie dzięki nim, zaszczepiliśmy w sobie odkrywców historii. Jakże bogatej i długiej, patrząc przez pryzmat naszych rodzinnych stron.

Bajkowa Makarska

Nabita turystami do granic możliwości, przepiękna Makarska. Taka jest cena sukcesu. Nie zmienia to jednak faktu, że według nas jest to jedna z najpiękniejszych miejscowości nad Adriatykiem. Drodzy mieszkańcy Makarskiej – podziękujcie masywowi górskiemu Biokovo!

Czasami zastanawiamy się jak potoczyłaby się nasza chorwacka przygoda, gdyby 10 lat temu udało się jednak znaleźć nocleg w Makarskiej. Czy nadal jeździlibyśmy nad Adriatyk?

Zaręczynowy Dubrownik

Jadąc pierwszy raz do Chorwacji, nie wiedzieliśmy czy jeszcze tam wrócimy. Dlatego, na naszej liście punktem obowiązkowym był Dubrownik. Jak możecie się domyśleć, Dubrownik zrobił na nas wielkie wrażenie. Jego panorama ze Wzgórza Srđ, miliony schodów, setki fotogenicznych uliczek, ciekawa historia.

Tam nawet w samym centrum starego miasta, w konobie Coloseum, wisiały szaliki polskich klubów piłkarskich, a kelner, gdy usłyszał, że jesteśmy z Lublina, rzucił tylko „a Lublin, Motor Lublin Chuligani”.

REKLAMA

Tak jak każdy nieświadomy turysta, również i my zapłaciliśmy dubrownickie frycowe, pchając się w samo południe na mury miejskie, bez kropelki wody. To było bardzo „interesujące” doznanie. Oczywiście, nie polecamy.

Owszem, powiecie, że Dubrownik jest zadeptany. Pamiętajcie jednak, że w 2011 roku, Chorwację odwiedziło około 400 tysięcy Polaków. W 2019 był ich prawie milion, ponad 2 razy więcej, samych Polaków. 10 lat temu, tamte tłumy, nawet podczas wieczorów z Letnim Festiwalem nie były aż tak uciążliwe jak teraz.

Moim osobistym powodem wyboru Dubrownika była chęć oświadczenia się Agnieszce. Właśnie w Dubrowniku. Tak też się stało. Nie było fajerwerków, nie było przygotowanych kwiatów i kapeli. Były schody do Kościoła Św. Ignacego. Tak – schody do Wielkiego Septu Baleora, na których, kilka lat później, rozegrała się słynna scena wstydu w Grze o Tron.

Pierwszy wyjazd do Chorwacji

Powrót do kraju

W drodze powrotnej, nasłuchawszy się o pięknych widokach, postanowiliśmy wrócić do domu, jadąc starą drogą główną, nr 1, przy okazji odwiedzając Park Narodowy Jezior Plitwickich. Zanim jednak dojechaliśmy, poznaliśmy tę smutniejszą stronę Chorwacji. Opuszczone domy, tabliczki „Pazi – Mine”. Pozostałości no nie tak odległym konflikcie. Robi to na człowieku wrażenie i daje do myślenia.

Dwutygodniowe smażenie się na słonecznej plaży, połączone ze zwiedzaniem w słoneczne południa, sprawiły, że podczas pierwszego pobytu w Chorwacji, obejrzeliśmy …wyłącznie bramę wejściową do PN Jezior Plitwickich. Zmęczenie i chęć dotarcia do domu w jednym kawałku sprawiły, że Jeziora Plitwickie obejrzeliśmy dopiero rok później, w drodze nad Adriatyk. Wam również polecamy taką kolejność.

Podobnie sprawa wyglądała w przypadku wizyty w Zagrzebiu. Szybki spacer po placu bana Josipa Jelačicia i w drogę.

Kolejnych 10 lat…

Ostatnie 10 lat z Chorwacją było piękne, ale i szalone. Nawet przez myśl nam wtedy nie przeszło, za rok później uruchomimy CroLove, a kilka godzin dziennie – dzień dzień, miesiąc w miesiąc, rok w rok – spędzać będziemy nad pokazywaniem Wam piękna tego cudownego kraju.

Z perspektywy czasu, 10 lat to moment. Czas płynie zdecydowanie za szybko!

Życzymy sobie i Wam, jak największej liczby wyjazdów, przygód i doznań związanych z Chorwacją!

REKLAMA

REKLAMA

2 komentarze